|
|||||||||||||
17 czerwiec 2009 Wystraszam się lasu Witajcie, nie wiem czy to wpływ macierzyństwa czy tego siedzenia w domu - najpierw w ciąży i potem z dzieciami, ale boję się chodzić do lasu. Tam się coś strasznie trzaska. Pani co prawda mówi, że to daleko za tym lasem, ale czy ona wie na pewno?? Jeszcze jak były maluchy w domu to mama od Pani chciała mnie zabrać na spacer do lasu, ale ja nie chciałam tak daleko chodzić. Ale teraz Pani mnie ostatnio zabrała i wiecie co wystraszam się bardzo i bardzo nie chce tam iść. Mam nadzieję, że to tylko te trzaski mnie tak straszą i jesienią nie będę się bała lasu bo tak fajnie było sobie biegać z Panią w tym dalekim lesie - ech, wszystko przez te dzieci. 7 czerwiec 2009 Dzieciaczki Wyobraźcie sobie, że nowi właściciele moich maluchów nie zapominają o mnie czyli mamie. Ostatni tydzień to same njusy od dzieci. Mój rudy syneczek co mieszka w Bielsku ma na imię Kliver - to podobno jakieś żeglarskie imię, ale nie znam się. Wiem, że nie lubi wody bo już ją poznał. Potem Pan pojechał do Black Jacka i pokazał mi film jaki nakręcił na telefonie. Podobno dokazuje jak mamuśka czyli Ja w Jego wieku. Potem dzwonił Pan od tego fajnego syneczka z taką żółtą wstążką - ten to się ma - ten Jego Pan miał już pinczera to młody ma pod górkę. Pan się tak łatwo nie nabierze na nasze sztuczki. A potem jeszcze ten Big Benek co to pojechał na drugi koniec kraju przysłał zdjęcia i ten to nadal kawał chłopa jest. Ale najlepsze to było wczoraj - przyjechały do mnie moje dzieci - Aza i Gordżi. Ale to była radocha. To znaczy na początku to nie. Bo nie wiedziałam, że przyjechali tylko w odwiedziny. Myślałam, że to nowe psy w naszym domku, a nas już jest dużo to gdzie by one miały mieszkać i po za tym i tak Pani nie ma tylu rąk by nas głaskać, tyle ile bym chciała to jeszcze jakieś dwa małolaty - oj nie podobało mi się to. Ale potem się okazało, że oni tylko tak na chwilę, to już nawet się z nimi pobawiłam - a niech tam. Ale ten mój syn Gordżi przystojny - no, no. Jak urośnie to się nie opędzi od psich dziewczyn. Za to moja ruda córeczka...jak ja byłam taka w Jej wieku to już współczuję moim Państwu - przecie to na czterech literach chwili nie usiedzi. Wszędzie ten swój wścibski pychol pcha i wszędzie jej pełno. Ale taka ślicznotka i spryciula - cała JA. Moja krew, nawet imię miała mieć moje, ale bystra dziewczyna nie reagowała na Caza tylko na Aza. No to jak już sobie pooglądałam te moje dzieci to powiem Wam - dumna z Nich jestem. I niech rosną zdrowo i niech o mnie nie zapominają. Tylko mi się potem przypomniało, że miałam jeszcze jedną córcię, ale od Niej nie mam żadnych wieści, muszę Panią poprosić i przypomnieć co tam u mojej ślicznotki. To jak by co to Wam napiszę, a teraz idę się położyć na balkoniku w promieniach zachodzącego słońca pomarzyć o kolacji. Pa 4 maj 2009 Nareszcie prawie wolna Witajcie po strasznie długiej przerwie. Nie wiedziałam, że bycie mamą jest tak pracochłonne i tak zajmujące. Szybko rodziłam bo myślałam, że się normalnie wyśpię, ale coś mi się zrobiło w głowie i sercu i....nic tylko przez 4 tygodnie (tak mi Pani powiedziała) zajmowałam się na okrągło dzieciaczkami. Karmiłam, myłam i musiałam ich wylizywać i pupeczki też. Teraz jak sobie pomyślę to błeee...Ale w sumie to było to przyjemnie. Potem już tylko karmiłam i pilnowałam i liczyłam dzieci bo mieszkają w takim specjalnym kojcu. On zajmuje pół pokoju. Ja tam już dawno nie wchodzę, no chyba tylko po to by skończyć miski jak nie zjedzą :) No i było to też bardzo męczące zajęcie nańczenie tych dzieciaków. Pewnie wszystko wiecie o moich dzieciach bo prosiłam Panią by wszystko ładnie opisała ile i jakie i robiła zdjecia i widziałam, że informacje o nich są na mojej stronie więc nie będę się powtarzać. Ale teraz od paru dni jest już spokojniej (?!) bo w domu zostały tylko dwa rudzielce moja córeczka i syneczek. Chociaż już ich tak nie traktuję, raczej są konkurencją do serc naszych Państwa. Bo oni nic tylko nad tymi grzdylami się pochylają i tacy są pipipi...Jak jakieś dzieci się zachowują. Zwłaszcza nad tą rudą suką się rozpływają w zachwytach - jaka to ona mądra i sprytna i wogóle i w szczególe. Ja też taka byłam - może nie ? I co zapomnieli jak to było? Reszta maluchów pojechała do nowych domków i mam nadzieję, że już się przyzwyczaili to swoich nowych Państwa. Pani szuka tym rudzielcom nowych domków to jakby coś to się zgłaszajcie bo ja już i tak muszę wytrzymywać z tym małolatem Munkiem, a jak by jeszcze te dwa maluchy tu miały zostać to nic tylko by trzeba się wynieść. Sama smarkateria. Jest jeden minus tego, że już nie karmię i nie mam tylu dzieci. Państwo znowu coś ciągle ode mnie chcą i muszę się ich słuchać, a na dodatek to każą mi się odchudzać. Nie dają mi już tego jedzenia lepszego i co więcej nie gotują :( Tylko suche chrupki i chrupki.Błeeeee Ale są i jasne strony - mogę się bawić z Munkiem i biegać swobodnie na spacerkach i robię już je coraz dłuższe. Bo jak dzieci były malutkie to ja wcale nie chciałam wychodzić z domu. Jak jakaś głupia - nie wychodzić z domu - też coś. To macierzyństwo mi się na glowę rzuciło. Ale i jeszcze jedna fajna sprawa - królik nadal bywa pod naszym domem. Będzie Ci on mój!!! 18 luty 2009 Królik Byłam wczoraj wieczorem na spacerze - nie za daleko od domu bo po co się przemęczać i marznąć. I wyobraźcie sobie tuż przy domu na śniegu był królik i jak ruszyłam to on trochę uciekł. Ale bezczelny typ - uciekł tylko kawałek i stanął. Ale mnie nosiło. Ale byłam na smyczy:( i Pani za nic nie chciała mnie spuścić. Pobiegłyśmy kawałek razem, ale te człowieki to tak wolno biegają, że to bezsensu było. No to wróciłyśmy do domu, ale królik... gdzieś tu mieszka. Ale jak to możliwe, że dzisiaj na śniadanie był właśnie królik, ale taki w formie pasztetu. No chyba te moje człowieki nie złapały go i dały nam do jedzenia? 16 luty 2009 Tracę linię Witajcie, od kilku dni zaczęło mi smakować jedzenie i nawet te suche chrupki wcinam. Tylko mi Państwo dają takie obrzydliwe dla szczeniąt fuj. Są strasznie tłuste i chyba przez nie tracę linię. A może to przez tą ciążę? Robię się gruba i mi cyculki urosły. No teraz to ja bym nie chciała spotkać się z Gronnem - wyglądam okropnie. Dlatego też ciągam Panią częściej na spacerki - muszę dbać o linię. Ale nie ukrywam, że fajnie jest być w ciąży - Pani co rusz coś ,,spada,, na ziemię w kuchni. 10 luty 2009 Gronn No i Pani napisała do Państwa tego Gronna i on mi przesyła całuski - tak mi Pani powiedziała. A więc mnie pamięta:) W tej ciąży to nawet fajnie - nic nie muszę robić, a i Państwo niczego ode mnie nie chcą. Więc sobie leżę to tu to tam. Zresztą jest brzydko na dworze, a ja mam goły brzuszek więc wolę posiedzieć w domku bo mi się jeszcze dzieci przeziębią? Mogą się przeziębić? 6 luty 2009 Wiedziałam!!! JESTEM W CIĄŻY!!! I co teraz??? Pan i Pani się bardzo cieszą, a ja nie wiem czy mam się cieszyć czy nie. Byliśmy dzisiaj u Pani doktor i Ona mi ogoliła brzuszek i potem takim lepkim i zimnym wysmarowała , a potem jeździła po nim jakimś patykiem. No i oni tak gadali i dyskutowali i się cieszyli i niby widzieli jakieś szczeniaki w moim brzuszku. Ja tam nic nie widziałam tylko chciałam jak najszybciej wrócić do domu i pomyśleć spokojnie. No bo jak to tak - ja w ciąży i jak ja dam znać temu przystojnemu pinczerowi??? Niech też wie. Nie? 1 luty 2009 Ojoj to się porobiło :) Witajcie, dawno nie pisałam bo bardzo dużo się działo. Najpierw się przeprowadzaliśmy do mojego domku. Piszę do mojego bo ja tam bywałam a Lotta i ten Muniek nie. Musiałam im pokazać co i jak i kto tu rządzi. Potem były święta i coś się źle czułam. A potem się okazało, że dostałam cieczkę, a potem były te dni co to tak strzelają i siedziałam cały czas w łazience bo ja tak strasznie tego nienawidzę. No i potem wrócił temat absztyfikanta. No i już wiem co to jest. To nie jest nic do jedzenia tylko...miły, bardzo przystojny pies taki jak ja. Pan mnie zabrał do Niego. To było dosyć daleko i wiecie robiliśmy te rzeczy!!! No wiecie... Ja pierwszy raz, no i... teraz chyba to ja na pewno jestem w ciąży. O rety, rety. Nie chce mi się nic jeść, nic mi nie smakuje nawet żółty serek i tak jakoś nie mam ochoty na zabawę ani na nic. I co teraz?? 30 listopad 2008 Jestem zła Długo nie pisałam bo jeszcze się trzęsę - Pan przywiózł do domu szarego szczura!!! Jak się okazało to nie szczur do zabawy tylko nowy pies. Jestem zła bo wszystko się kręci wokół tego siuśmajtka. A myślałam, że to nam nową zabawkę przywiózł. Nie mogę się z nim dogadać - bo jest taki mały i nic nie rozumie. Lotta się z Nim dogaduje, a ja muszę pilnować porządku i pokazywać gdzie jego miejsce - niech sobie nie myśli, że jest taki ważny. To ja byłam pierwsza i Państwo są moi!!! No nie, tak trochę to już się przyzwyczaiłam, tylko Pan ma dla mnie ma mniej czasu, a i Lotta teraz ciągle klei się do mojej Pani i muszę się z nią dzielić głaskami. Są też dobre strony - często jesteśmy na dworze bo ten Muniek - tak ma na imię - nie wie, że nie sika się w domu i ciągle trzeba wychodzić na dwór. No i jest to fajne bo można sobie pobiegać:) Ale też coś Państwo nie rozmawiają już na temat mojego absztyfikanta - a tak chciałam się dowiedzieć co to jest ? Może coś do jedzenia? Nigdy tego nie jadłam. Muszę im jakoś przypomnieć bo szkoda by mnie coś ominęło. Fajnie też ostatnio było bo już spadł śnieg, a ja tak lubię po nim brykać - tylko jakoś tak szybko sobie poszedł. Ten mały też lubi śnieg i to mi się u niego podoba. Jakoś muszę to ścierpieć aż podrośnie i zacznie kapować co i jak. I to by było na tyle tak z grubsza - do napisania.
31 sierpień 2008 Ale sie działo Ale dzisiaj był super dzień. Najpierw Państwo mnie i Lottę zabrali nad wodę - na szczęście Pan nie kazał mi się kąpać:) i mogłam sobie spokojnie chodzić po brzegu. Tylko Lotta się nauczyła pływać i teraz cały czas się popisuje jak to daleko potrafi sobie pójść w wodzie. Phi każdy potrafi tylko po co ? Na brzegu ciekawiej i bezpieczniej. Najważniejsze to mieć grunt pod łapami. A potem Pani mnie zabrała ze sobią i poszłyśmy na spacer do lasu. Uwielbiam to - tyle tam zapachów. I dzisiaj poznałam nowego kolegę, a może to była koleżanka ? Nie wiem bo szybko biegała, szybciej niż Lotta. Miała takie futerko jak moje - rude, tylko była z 10 razy większa niż ja. Zamiast łap miała takie buciki jak te dwie świnki co mieszkają u nas na dworze. Pobiegłam co sił w łapkach, ale nie dogoniłam jej i mi zniknęła. A potem się porobiło, bo nie pamiętałam gdzie zostawiłam Panią, ale od czego ma się nos. Co prawda musiałam trochę poszukać, ale się udało. No i fajnie było na tym spacerze. Tylko wieczorem humor mi zepsuł Mruczek znaczy się kot. Bo wpadłam by powiedzieć cześć, a on do mnie z pazurami i zębami. Gbur jeden nie wychowany. 29 czerwiec 2008 Jestem szampionem brrr... Bylismy wczoraj na wystawie w Krakowie. Wystawa jak wystawa, dla mnie to już rutyna. Ale lubię tak pobiegać przed człowiekami i się pokazać jaka to jestem ładniutka i zgrabniutka. Co prawda świeciło słońce, ale znowu grzmiało. Nienawidzę tego. Ale potem Pani mi wytłumaczyła, że to są samoloty i one tak hałasują i nie ma się czego bać. A ja bym chciała latać. W każdym razie po bieganiu po ringu Pani i Pan bardzo się cieszyli i powiedzieli mi że zostałam szampionem, a ja myślałam, że szampon do takie śmierdzące coś do kąpieli. Chciałam się na nich obrazić, ale tak się cieszyli i wzięli nas do knajpy i zapomniałam się obrazić. 18 czerwiec 2008 :( paskudny dzień Oj coś wczoraj przesadziłam z tym leżeniem:( już wieczorem bolały mnie plecki. A rano to z łóżeczka nie mogłam zejść. Wszystko mnie bolało. A ja nie jestem jeszcze taka stara by mnie wszystko bolało. Pani była zmartwiona, a ja nie mogłam wsiąść do samochodu by pojechać do Pana. Jak mnie Pan zobaczył to też się zmartwił. I już wiedziałam jak to się skończy. Jak ja tego nie znoszę!!! Wiedziałam, że zabierze mnie do tej Pani co niby miła, ale ma igły i strzykawki i zawsze trzyma mnie na zimnym (brr...) stole i śliskim na dodatek. OCHYDA!!! No się zaczęło - nic nie rozumieją bolą mne plecki, a Ona tu i tam zagląda i ściska. Ale potem jeżdziła mi jeszcze po brzuszku takim zimnym i śliskim - FUJ!!! No i oczywiście przyszła z tymi igłami, te pierwsze jak zwykle tak dziabło jak ten - no, jak się nazywa - już mam - kleszcz. Nic nie bolało, ale musiałam być zbyt dzielna bo potem mi wbiła igłę - o rety jak bolało. No już tego nie wytrzymałam i musiałam się odezwać. Trochę popłakałam się z tego bólu. Co za wstyd:( A potem widziałam, jeszcze że Pan nie był zadowolony jak dawał tej Pani te papierki, za które zawsze mi kupuje ciasteczka. Chyba musiał dać za dużo i nie będzie miał na ciasteczka:(( Szkoda:( A potem wróciłam do domu i wiecie co - plecki mnie przestały boleć i mogłam już biegać:) Chyba mnie to wszystko złapało po niedzieli bo najpierw kazali mi stać na tym głupim ringu - niby wygrałam jakiegoś BOBA, ale zjeść się tego nie da - to co mi za przyjemność. A potem z Lottą szalałyśmy na naszej łące i tam był taki stwór, którego nie widziałam tylko czułam, a jeszcze go nigdy w życiu nie widziałam i Pan mnie stamtąd zabrał, i nie miałam okazji go poznać a bardzo chciałam A potem jeszcze leżałam w tym no, pociągu czy wyciągu jakoś tak mówili i niby mnie przewiało - bo ja wiem co to może być Acha i jutro jeszcze będzie śmieszne bo słyszałam, że Pan rano będzie łapał moje siki - ciekawe. Już się nie mogę doczekać - będzie niezła zabawa:) 17 czerwiec 2008 Słodkie lenistwo Co za dzień!!! Nic mi się nie chciało, nawet siusiu. Rano był taki straszny deszcz, że aż strach było wychodzić z łóżeczka. To się nie ruszałam, ale Pani koniecznie chciała iść. No to poszłam, ale potem...potem to nie wiem co i jak minął dzień bo spałam i spałam i spałam...Czasem ja też muszę odpocząć. A co! 4 czerwiec 2008 jak to fajnie mieć swój blog No i stało się - wreszcie ruszli z tą stroną i wszystko działa (chyba). Rok mi obiecywali, że będę miałą swój pamiętniczek w internecie. No ale nie narzekam - wreszcie jest. Będę mogła sobie w nim pisać to co mi do mojej rudej głowy przyjdzie, a przychodzi do niej oj wiele pomysłów:) |